Jesień to dla mnie synonim przytulności, puszystych poduch, ciepłej herbaty i kawy z pianką z nogami trzymanymi pod kocem. Chwili wytchnienia z gazetką, książką, dobrym filmem...
W tym roku jesień nam dawkuje słoneczne dni, takie jak dzisiaj.
I może dlatego, gdy brzydko za oknem, a w domu oaza przytulności, to jakoś czasem nie żal tych kropel tańczących na parapecie:-)
Na blogu zrobiła mi się całkiem niespodziewanie wakacyjna przerwa...
Dlatego dzisiaj u mnie tak trochę przekornie i dla odmiany...nieco kolorowo. Bo lato to kolory, zapach kawy unoszący się w gorącym powietrzu, bąbelki w cytrynowej wodzie...
Uwielbiam lato i cieszę się nim jak dziecko, nawet jak jest takie kapryśne jak w tym roku.
I pomyśleć, że ich wcześniej nie lubiłam... A w tym roku nie mogłam się wręcz na nie doczekać.
Piwonie-symbol czerwca... Są śliczne, pachnące, nie sposób przejść obok nich obojętnie.
Witajcie w piękne, słoneczne, pachnące kawką i piwoniami niedzielne popołudnie:-)
Czy u Was też wreszcie zawitało słonko? U nas w Krakowie była dzisiaj piękna słoneczna i, co tu dużo mówić, baaardzo wyczekiwana ciepła wiosna.
A w domku? Moje urocze białe jeżowce od Lene Bjerre wpasowały się idealnie w ten ciepły dzień. To ciąg dalszy mojego zauroczenia nadmorskim stylem w duchu Hampton.
Byle do lata:-)